e-czytelnia™ Wydawnictwa „e media” = literatura w internecie

e-czytelnia

wersja e-czytelni™ dla urządzeń mobilnych Przejdź do treści

Internetowa czytelnia dobrym miejscem na Twój debiut literacki

GG



Janusz GEMBALSKI: „Omen” — odcinek 14.  | pobierz free-booka » free-book ikona

Wersja mobilna»

Janusz Gembalski: Omen

— Matka zmarła, gdy chodziłam do liceum. Byliśmy z ojcem przygotowani na najgorsze, gdyż rak ją zżerał już od czterech lat. Kochaliśmy ją bardzo i był to dla nas straszny cios. Tak się załamałam, że omal nie zawaliłam matury. Całe szczęście, że byłam ulubienicą naszego wychowawcy-anglisty. Nic w tym dziwnego, bo przecież prawie do dwunastego roku życia angielski był moim codziennym językiem. Na studia wybrałam się do stolicy. Zapewne największe szanse miałabym, gdybym zdawała na anglistykę, ale mieszkając w takiej pięknej, choć jeszcze będącej w remoncie, posiadłości uparłam się na Szkołę Główną Gospodarstwa Wiejskiego. Jako córka obszarnika i kułaka, który na dodatek powrócił zza żelaznej kurtyny i jest niepewny ideologicznie, nie dostałam się z „braku miejsc”. Muszę się teraz cofnąć nieco w czasie i opowiedzieć ci o incydencie, który się zdarzył rok przed śmiercią mamy. Mniej więcej w tym właśnie czasie „przyjaciel” taty awansował na stanowisko w Komitecie Centralnym, chociaż pracował jeszcze w Wojewódzkim. Do stolicy miał jechać dopiero za pół roku. Wiem, że zawsze mu się podobałam i często przychodził z wizytą podczas nieobecności ojca, który ciągle musiał coś załatwiać w urzędach. Później dowiedziałam się, że „przyjaciel” sam organizował tacie owe wyjazdy i wymyślał sprawy do załatwienia, a niby przypadkiem wpadał do nas do domu i udawał zdziwionego, że tata jeszcze coś załatwia: „Co? Jeszcze go nie ma? Myślałem, że już dawno wrócił z miasta”.

— Mama przeważnie leżała, więc nie czuł zagrożenia z jej strony i myślał, że może się do mnie bezkarnie dobierać. Od naszego powrotu z Anglii mieszkał u nas młodszy brat mamy, który pomagał w gospodarstwie. O nim opowiem ci kiedyś przy okazji, bo właściwie z nim straciłam cnotę, ale teraz chcę kontynuować opowieść o naszym sekretarzyku. Obaj z wujkiem byli w tym samym wieku, czyli około 10 lat starsi ode mnie. Kiedyś pod nieobecność ojca, sekretarz zaczął się ze mną szamotać, wpychał mi łapy za dekolt i zerwał stanik. Nawet nie krzyczałam, by nie niepokoić chorej mamy, tylko próbowałam się wyrwać. Okładałam go pięściami i wtedy jak spod ziemi wyrósł wujek. Bez ostrzeżenia tak strzelił w mordę sekretarzyka, że ten poleciał ze trzy metry do tyłu, ładując przy tym głową o ścianę i tracąc przytomność. Gdyby nie ja, wujek zabiłby go, bo bez opamiętania zaczął leżącego kopać. Siłą odciągnęłam go i na szczęście wrócił ojciec. Nie bardzo mógł się zorientować w sytuacji, zwłaszcza kiedy usłyszał ryk wujka: „Jak tego skurwysyna jeszcze raz zobaczę bliżej niż 5 metrów od Krysi, to go zabiję!!!”

— Nie wiem, jak nasz partyjniak tłumaczył się ojcu, ale od tamtej pory przyjeżdżał tylko wtedy, gdy on był w domu i raczej na krótko. Zamykali się w pokoju, a ja na razie miałam święty spokój. Wspominam o tym incydencie głównie dlatego, że nigdy nie przypuszczałam, że „sekretarzyk” zostanie kiedyś moim mężem.

Słuchając opowieści Krystyny straciłem poczucie czasu tym bardziej, że zegarek zostawiłem u siebie w pokoju. Nie wiem, ile już wypiliśmy, ale myślę, że każde z nas miało w sobie przynajmniej pół litra. Nie czułem tego i nie widziałem, żeby alkohol działał na moją gospodynię. Właściwie byłem słuchaczem, a ona tylko od czasu do czasu przerywała swoje opowiadanie słowami:

— Może przyniósłbyś jeszcze trochę lodu, bo z tego już mamy wodę i włóż nową butelkę do lodówki. A może wypijemy jeszcze jakąś herbatkę?

Te przerywniki nie wpływały ani na tok jej opowieści, ani nie rozpraszały mnie jako słuchacza.

Krystyna opowiedziała jak po ogłoszeniu wyników egzaminów wstępnych wracała zamyślona z uczelni i nagle stanęła jak wryta. Kiedy przechodziła przez jezdnię, zatrzymał się przed nią czarny mercedes, z którego wysiadł znajomy sekretarz.

— Ponieważ byłam załamana i oszołomiona dziwnymi wynikami egzaminów, które mi naprawdę bardzo dobrze poszły, zapomniałam o wydarzeniu sprzed prawie trzech lat. Olek, bo tak ma na imię nasz „bohater”, objął mnie ramieniem i spytał, jak mi poszło. Gdy powiedziałam mu o wynikach egzaminów, kazał mi wsiąść do auta, mówiąc że pojedziemy gdzieś pogadać, bo trudno tarasować skrzyżowanie. W małej kawiarence wyżaliłam się przed nim i wypłakałam, jak przed najlepszym przyjacielem. Siedzieliśmy tam chyba dwie godziny. Olek postawił mi kawę. Wypiłam też ze cztery koniaki, które postawiły mnie na nogi. Nigdy wcześniej nie piłam alkoholu, więc dziwiłam się, że nie szumi mi w głowie. Skinęłam na kelnera, żeby przyniósł następną lampkę, a po jej wypiciu urwał mi się film.

— Obudziłam się w nieznanym pokoju. W głowie mi dudniło, a w gardle suszyło jak cholera. Czułam się tak fatalnie, że w pierwszym momencie było mi wszystko jedno gdzie jestem. Na stoliku obok stała woda mineralna, szklaneczka i kartonik aspiryny. Momentalnie wypiłam pół butelki i połknęłam cztery proszki na raz. Dopiero teraz spostrzegłam, że jestem naga. Pierwszym odruchem było włożenie palca w cipkę — była całkiem suchutka, więc chyba się do mnie nikt nie dobierał. Trochę się uspokoiłam i poszłam łazienki. Usiadłam na sedesie i nad wanną zobaczyłam wypraną swoją sukienkę i bieliznę, a do lustra przyklejony list: „Przepraszam!!! Musiałem Cię rozebrać i umyć, a ciuchy wyprać, bo byłaś cała zarzygana. Kuruj się!!! Wracam o piątej.”

— Podczas egzaminów mieszkałam w Hotelu Studenckim. Nikt na mnie nie czekał, więc nie musiałam się przejmować, kiedy wrócę. Przed piątą czułam się już w miarę dobrze. Przez ten czas myślałam o szlachetności Olka i że to, co zdarzyło się przed laty było chwilą jego słabości, a być może ja podświadomie sprowokowałam go.

— Przed piątą zadzwonił telefon. Gdy podniosłam słuchawkę, Olek zapytał jak się czuję i przepraszał. Uznał, że to jego wina. Byłam przecież pod jego opieką i nie powinien dopuścić, abym się tak spiła. Za parę minut wróci i pogadamy.

— Wzięłam z łazienki duży ręcznik kąpielowy i zrobiłam z niego prowizoryczną sukienkę, bo przecież nie mogłam przed nim wystąpić nago. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że jak mnie umył i nieprzytomną położył na łóżku, to rozłożył mi nogi i wpatrując się w moje krocze wytrzepał kapucyna. Wytarł go w moje majtki. Nie przyszło mi do głowy, że przecież przez sukienkę nie mogłam obrzygać majtek. Co innego biustonosz, bo przez dość duży dekolt mogło coś tam spłynąć. Wtedy byłam nim zachwycona. Zwłaszcza, gdy ten skurwysyn udający dżentelmena ukazał się w drzwiach z bukietem róż. Przyniósł ze sobą dmuchawę elektryczną. Między oknem i szafą przeciągnęliśmy sznurek, a na nim powiesiliśmy moje rzeczy, postawiliśmy dmuchawę na stoliku i puścili na pełny gaz. Po godzinie mogłam założyć ciuchy. Zawiózł mnie najpierw do baru mlecznego, abym zjadła coś lekkiego, a potem przykładnie do akademika. Umówił się ze mną na następny dzień pod pretekstem, że ma wyjazd służbowy do Wrocławia, więc może mnie podrzucić do domu. O dwunastej czekałam z walizką w holu. Przyjechał punktualnie. Byłam zdziwiona, gdy zatrzymaliśmy się pod budynkiem uczelni. Zaprowadził mnie przed listę z wynikami egzaminów i powiedział: „Zobacz! Okazało się, że na liście było dużo pomyłek. Podobno nowa pracownica dziekanatu pomyliła dwie listy”.

— Zobaczyłam na liście swoje nazwisko i przy mojej dziewczęcej naiwności nie widziałam w tym nic podejrzanego, tym bardziej, że odkryłam jeszcze inne nazwiska, których wczoraj nie było.

c.d.n.

© Copyright by Janusz Gembalski, 2004


e-czytelnia

[ powrót ] | [ góra ]