wersja e-czytelni™ dla urządzeń mobilnych Przejdź do treści
Zbudziłem się około godziny czternastej i poza tym, że mnie troszkę suszyło czułem się bardzo dobrze. Otwarłem kufrowy bar i wyjąłem z chłodziarki puszkę Carlsberga. Wypiłem ją stojąc pod prysznicem i poczułem się jak nowonarodzone niemowlę. Nie słyszałem, że do pokoju weszła Hania chcąc posprzątać i goły jak święty turecki wyszedłem z łazienki. Twarz jej spłonęła i dziewczyna wybiegła z pokoju. Zza drzwi zawołała, żebym zadzwonił na nią, gdy już będę ubrany. Chyba jeszcze nie zdążyła odejść, a ja wrzuciłem na siebie szlafrok i już przycisnąłem dzwonek. Zapytałem, kiedy będę mógł dostać coś do jedzenia, bo byłem głodny jak wilk. Hania oznajmiła, że pani Krystyna nie pokaże się dziś na obiedzie i dopiero zje ze mną kolację. Dla mnie Hania może w każdej chwili nakryć do stołu. Ona proponowała śledzika i barszczyk, a potem sarninę. Ubrałem się, zjadłem i poszedłem jeszcze raz pooglądać zabudowania pod kątem programu przedstawionego przez Krystynę. Mimo, że czułem się jako tako, postanowiłem pracę zostawić na jutro. Zakomunikowałem Hani, że nie będę jadł kolacji, a śniadanie zjem o szóstej rano, bo chcę wcześnie zabrać się do pracy.
To, co pomierzyłem przed południem, zaraz po obiedzie rysowałem na czysto, gdy jeszcze świeżo miałem w pamięci. Wymiary, które się nie zgadzały, albo które przez przypadek pominąłem, zaznaczałem iksem i od razu następnego ranka korygowałem, nanosząc na rysunek główny. Robota szła mi sprawnie i po tygodniu miałem wszystko, co mogło mi być potrzebne w dalszej pracy. Z Krystyną widywałem się najwyżej raz dziennie przy jakimś posiłku. Czasami byłem zajęty pracą i obiad jadłem później albo rysowałem do nocy i prosiłem, aby Hania przyniosła mi kanapki do pokoju. Krystyna starała się nie narzucać swojej obecności — wiedziała, że będzie mi przeszkadzać w pracy. Nawet podczas spotkań przy posiłkach wymienialiśmy tylko parę zdań i odchodziłem od stołu do dalszej pracy. Chciałem ze wszystkim zdążyć przed Świętem Zmarłych, a poza tym, niestety, złota jesień skończyła się, zaczęło lać i nocą temperatura spadała nawet poniżej zera.
Przed moim wyjazdem Krystyna zorganizowała obiad pożegnalny, po którym w jej saloniku aż do wieczora omawialiśmy mój projekt. Teraz mogłem kontynuować pracę u siebie w pracowni i przypuszczałem, że porządną koncepcję będę mógł przedstawić z początkiem grudnia. Wstępnie umówiliśmy się, że przyjadę koło dziesiątego na trzy lub cztery dni, aby omówić projekt. Do mojego ponownego przyjazdu mieliśmy pozostawać w stałym kontakcie telefonicznym.
Tych kilka tygodni zleciało jak z bicza strzelił. Miałem różne drobiazgi do dokończenia, a poza tym naprawdę solidnie zabrałem się do opracowania koncepcji. Powstało mnóstwo szkiców i rysunków pozornie nie związanych ze sobą i przypuszczam, że prócz mnie nikt nie mógłby się w tym wyznać. Początek grudnia był suchy i ciepły. Temperatura tylko nocą spadała poniżej zera, a dni, chociaż ponure i bez słońca, zachęcały do pracy. Wreszcie zaczął się pojawiać klarowny kształt przyszłej rezydencji. Miałem pełno nowatorskich pomysłów, zwłaszcza dotyczących galerii, i podświadomie wyczuwałem, że jeżeli je zrealizuję, będzie to rewelacja na skalę kraju. Musiałem tylko zastanowić się nad materiałami i wykonawstwem oraz akcesoriami, które trzeba będzie ściągać z Zachodu.
Byłem już po pierwszej rozprawie rozwodowej, trochę wypłukany z gotówki, kiedy zadzwoniła Krystyna. Przeprosiła, że dotychczas nie rozliczyła się ze mną, ale wszystko kładła na karb swojej nogi.
— Wczoraj wysłałam ci 20 000. Trzy dni temu w Warszawie zdjęli mi gips i zrobili prześwietlenie. Muszę podleczyć ranę pooperacyjną, a z nogą nie jest najgorzej. Jeszcze nie mogę na niej stawać i kule są mi potrzebne, ale wreszcie mogę ją normalnie zginać w biodrze. Jeżeli masz już dla mnie coś konkretnego, to chętnie będę cię u siebie gościć.
Umówiliśmy się, że przyjadę 10 grudnia. Pieniądze, które mi przysłała były równowartością mniej więcej dwóch pensji dyrektorskich, zatem wreszcie mogłem uregulować trochę zaległych płatności i zrobić kilka zakupów. Miałem jeszcze parę dolarów, więc kupiłem w PEWEX-ie trochę ciuchów i kosmetyków, a u koleżanki-plastyczki zamówiłem przepiękny suchy bukiet. W tamtych czasach podobne kompozycje były uważane za bardzo ekskluzywne i dopiero wchodziły w modę, a poza tym nie wiedziałem czym naprawdę mogę zrobić przyjemność Krystynie. Spakowałem projekty, dużą torbę podróżną, suchy bukiet i wsiadłem do auta. Po dwóch godzinach jazdy byłem na miejscu.
Oczywiście powtórzyła się scena ze szlabanem i leśniczym. Przed domem, prócz dużego draba i pokojówki, czekała Krystyna wsparta na kulach, w futrze narzuconym na czarną sukienkę.
Bukietem była zachwycona i zaraz kazała go postawić w swojej sypialni, której jeszcze nie miałem okazji oglądać. Pokuśtykała ze mną do saloniku, gdzie przy kawie i koniaku opowiedziała mi o swojej nodze, a ja z kolei o rozprawie rozwodowej i pracy nad projektem rezydencji. Kiedy poddałem w wątpliwość możliwość zakupienia w Polsce pewnych elementów i akcesoriów potrzebnych do przyszłego wyposażenia domostwa, stwierdziła że chętnie wybierze się ze mną na zakupy do Wiednia, ale dopiero, gdy będzie mogła normalnie chodzić. Kiedy zapytałem, czy jej mąż nie musi zaakceptować mojego projektu, dostała ataku śmiechu.
— Dzisiaj po obiedzie pokażesz mi projekt, żebyśmy mogli go przedyskutować. Jeżeli chodzi o Olka, to on ma gówno do gadania na co ja wydaję pieniądze, a o naszym statusie małżeńskim poopowiadam ci wieczorem przy wódce, bo na trzeźwo chyba byś tego nie pojął.
Po królewskim obiedzie z przystawkami umówiłem się z nią w saloniku o godzinie siedemnastej. Poszedłem się położyć, żeby przed wieczorną wódeczkę nabrać kondycji. Zbudziłem się na tyle wcześnie, żeby wziąć prysznic i punktualnie zjawiłem się przed obliczem dziedziczki.
Tym razem zaczęliśmy od whisky. Krystyna, tak jak ja, piła ją tylko z lodem — nie rozcieńczała tonikiem. Okazało się, że ojciec Krystyny zostawił na Zachodzie nie tylko parę tysięcy funtów, ale także przyjaciela-prawnika, który przez lata potrafił kilkakrotnie pomnożyć jego majątek. Pierwszym jego krokiem była zamiana funtów na dolary, co przy spadku angielskiej waluty automatycznie podwoiło cały majątek. Następnym posunięciem było umiejętne kupowanie akcji na giełdzie nowojorskiej. Pan Gebauer miał nosa do pieniędzy i potrafił nie tylko pomnażać cudze, ale dzięki coraz większej liczbie zadowolonych klientów, sam stał się milionerem, a jego kancelaria jedną z najbardziej renomowanych na wschodnim wybrzeżu Ameryki.
— Olek jest urodzonym lawirantem i bezwzględnym skurwysynem. Potrafi po trupach dążyć do celu, a za najważniejszy z nich uważa władzę i pieniądze. Władzę ma. Nie wiem dokładnie, jak nazywa się jego wydział czy komórka w Komitecie Centralnym, ale ma ona ścisłe powiązania z inwigilacją towarzyszy partyjnych oraz z wywiadem i SB. Dzięki temu ma haka na każdego od szczebla powiatowego, po najwyższe władze państwowe.
— Wyczuł pieniądze u mojego taty i tak potrafił go omotać, że najpierw wyciągał forsę w postaci coraz droższych prezentów, a gdy robił karierę w Warszawie przestały mu wystarczać — potrzebował stałego dopływu gotówki. Na pewno część pieniędzy pozyskiwał przy pomocy szantażu, ale rozumiał, że dobrze jest mieć też własne, legalne. Ojciec był coraz słabszy i należało się liczyć z jego rychłą śmiercią, więc Olek postanowił uzależnić mnie od swej ważnej osoby. Fakt, że gdyby nie on, stracilibyśmy majątek, ale nie robił tego bezinteresownie. Przypuszczam, że coś tam do mnie czuł i na swój sposób nie chciał mnie skrzywdzić. Po śmierci taty przeprowadził ze mną poważną rozmowę. On musi mieć z mojej strony stałe zabezpieczenie finansowe. Wie o biurze w Nowym Yorku, które prowadzi sprawy naszego majątku. Proponuje, abym wyszła za niego za mąż i wyznaczyła mu dobrą, stałą pensję. W przeciwnym razie stracę wszystko, co posiadam tutaj i na pewno nie dostanę paszportu, aby wyjechać na Zachód. Jeżeli chodzi o nasze małżeństwo, wcale nie muszę z nim spać. Wymaga ode mnie tylko, żebym nie miała stałego partnera, z którym mieszkałabym w leśniczówce. On ma dosyć osobliwe preferencje seksualne, które mogą mi nie odpowiadać. Napewno nic nie straci, jeżeli nie będę z nim współżyć. Dopiero potem dowiedziałam się, że zanim zaczął robić karierą partyjną był w SB i wsławił się przesłuchaniami kobiet. Od tego czasu zostały mu sadystyczne ciągoty. Zna parę prostytutek, które za duże pieniądze pozwalają się bić, kopać i szczypać po cyckach. Sekretara, którą poznałam w jego biurze, też jest starą kurwą. Napuszczał ją na różnych towarzyszy, aby w intymnych momentach robić im zdjęcia służące potem do szantażu.
— Skontaktowałam się z panem Gebauerem. Ponieważ nie mogłam ani przez telefon, ani korespondencyjnie wyjaśnić swojej sytuacji, obiecał przy okazji comiesięcznego lotu w interesach do Londynu, wpaść na pół dnia do Warszawy. Po wysłuchaniu mnie stwierdził, że przemyśli sprawę, a przede wszystkim zabezpieczy moje życie odpowiednim testamentem. Uznał, że Olek na pewno zna od ojca wysokość kwoty zdeponowanej na Zachodzie, ale nie wie jak ona szczęśliwie się pomnożyła. Spiszemy intercyzę małżeńską, w której do końca mojego życia zapewnię mu comiesięczne odsetki od zdeponowanej kwoty oraz jednorazową wypłatę w wysokości 50 000 dolarów. Poza tym testament będzie tak zredagowany, że w razie mojej gwałtownej śmierci cały majątek przejdzie na dzieci, a w razie ich braku na Czerwony Krzyż. Teraz może zrozumiesz okoliczności po wypadku. Został tak zatuszowany, jakby go wcale nie było. Olek nie wiedział czy przypadkiem nie mam jakichś obrażeń wewnętrznych i na skutek powikłań nie umrę. Szybko ukręcono łeb całej sprawie, a w protokołach milicji jest napisane, że samochód się spalił wraz z kierowcą, który po pijanemu walnął w drzewo. Brak świadków, o tobie nie ma najmniejszej wzmianki, a ja siedziałam wtedy w domu. Nawet na pogotowiu i w szpitalu data przyjęcia zgłoszenia i przewiezienia mnie jest z następnego dnia, kiedy to nieszczęśliwie spadłam z konia i złamałam nogę.
c.d.n.
© Copyright by Janusz Gembalski, 2004

Możesz zamówić książkę w naszej księgarni lub kupić w siedzibie wydawnictwa