e-czytelnia™ Wydawnictwa „e media” = literatura w internecie

e-czytelnia

wersja e-czytelni™ dla urządzeń mobilnych Przejdź do treści

Internetowa czytelnia dobrym miejscem na Twój debiut literacki

GG



Krzysztof Pallarz: „Jak po prostu przeżeglowałem Atlantyk” — odcinek 18.

Wersja mobilna»

18 kwietnia, poniedziałek, czternasty dzień na oceanie

Następny dzień rozpoczyna się kolejnym spektaklem, który można zatytłować „Kolory nieba”. Te kolory są tworzone przez nigdy nie kończące się ruchy powietrza wywołane przez słońce i wiatr. Tym razem na wschodzie, o świtaniu, pojawia się pejzaż z rozciągniętych chmur cirrostratusów, altostratusów i cumulusów, które ustroiły się w powiewne tiule w różnych tonacjach kolorów od złotego, poprzez pomarańczowy, do ognisto czerwonego, gdzieniegdzie pojawia się trochę białego oraz ciemnoszarego. Ta gama kolorów odbija się również w ciemnogranatowej, lekko falującej, powierzchni oceanu. I tak po wstępnej grze barw pojawia się ono, słońce, ze swoim bardzo rażącym białym światłem, które jak się okazuje, jest energią napędzającą wielką machinę życia oraz pogody. Resztę nieba pokrywa błękit, który jest tylko niebieskim światłem przepuszczonym przez gazy, z których składa się  powietrze. Tym materialistycznym objaśnieniem pomniejsza się, niestety, doza porannego romantyzmu.

Po nocno-porannej wachcie i kolorowym spektaklu udaję się spać do dziobowej kajuty Karl-Heinza i Yorka. Na szerokiej, dwuosobowej koi, leży się bardzo wygodnie, tylko jak na huśtawce, raz na górze, raz na dole. Na szczęście  kabina jest stosunkowo wysoka i przy gwałtownym opadaniu dziobu jachtu nie uderza się głową o sufit. Troskliwi koledzy, dla zapewnienia mi spokojnego snu, zamykają kabinowe drzwi. Dla uspokojenia falowania i zlikwidowania huśtawkowych ruchów kabiny zamierzano nawet wylać beczkę oleju przed dziobem. Niestety posiadany butelkowy zapas nie gwarantowałby wymaganego efektu, stąd z głebokim żalem musiano zrezygnować z tego przedsięwzięcia.

Spałem od 05:15 do 07:00.

Na śniadanie jest zupa jarzynowa, do tego  chleb z masłem albo chleb z szynką. Załoga od rana jest bardzo dobrze usposobiona, lecą dowcipy i jest wiele śmiechu.

W dobrym nastroju zabieram sie do golenia, oczywiście, przy uwzględnieniu przestrzennego rozkładu sił, umożliwiających zachowanie stabilnej pozycji w toalecie. Swieżo ogolony przystąpiłem natychmiast do zapisania swieżych wrażeń w moim dzienniku.

Prognoza pogody z piątku zostaje przez Hamburg telefonicznie potwierdzona. Obiecana siła wiatru 6-7°B  powinna się jutro pojawić z kierunku SE. Tak więc będziemy płynęli pełnym albo półwiatrem i zapewne z kierunkiem fal, pojawi się też możliwość płynięcia na motyla. Płynięcie w takich warunkach będzie wymagało od sternika zmiany dotychczasowej techniki oraz wzrostu koncentracji. Przy wysokich i długich oceanicznych falach, żeglowanie w pełnym wietrze i w kierunku przemieszczania się fal, wymaga od sterującego jachtem szczególnej uwagi przy utrzymywaniu kursu. Doganiająca jacht fala bawi się z rufą małego statku jak z piłką i przemieszcza ją gwałtownie w dowolnie przez nią wybranym kierunku. Dlatego też sternik musi pozostawać w stałej gotowości i z dużym wyczuciem reagować na te  zabawy fal morskich. Skipper przezornie wprowadza nas w te nowe warunki żeglowania. Ale czy to wszystko nastąpi, przekonamy się bardzo szybko, bo już jutro.

Butikowy Markus wyglądający bardzo młodo, jak się okazuje, nie jest już młodzieniaszkiem, urodził się bowiem już w 1960 roku. Posiada własną firmę i zatrudnia w niej kilka osób. Firma zajmuje się, między innymi, technologią drukowania i wzornictwem materiałów dla przemysłu tekstylnego w oparciu o techniki laserowe. Markus przemierza cały świat wzdłuż i wszerz, odwiedza wiele przemysłowych targów i wystaw w poszukiwaniu nowych koncepcji i idei. Siedzibą firmy jest Innsbruck, w Wiedniu posiada przedstawicielskie biuro. Markus jest wielkim tyrolskim patriotą z wielopokoleniowymi tyrolskimi korzeniami. Przy jego tyrolskich opowieściach albo wiedeńskich opowiastkach zamieniam się całkowicie w słuch. Opowieści te są oczywiście wygłaszane w gwarze tyrolskiej, a opowiastki w uroczej gwarze wiedeńskiej.

 

Pojawiło się słońce, więc wykorzystuję następną szansę do opalania się. Wymarzona pogoda do żeglowania. Płyniemy pełnym półwiatrem, prawie w baksztagu, wiatrem z SSW, z prędkością około sześciu węzłów. Żeglujemy już czternasty dzień prawym halsem, tzn. przy wietrze wiejącym z prawej burty i w przechyle na lewą burtę. Radar pokładowy, mimo usiłowań skippera, ciągle jeszcze jest niesprawny. Przesunięcie czasowe zredukowało się z sześciu do trzech godzin.

Nagle pojawiły się delfiny, następny wspaniały i bezpłatny spektakl. Przypłynęła ich cała watacha, około 25 sztuk i rozpoczęły znane nam już harce. Tym razem znalazłem lepszą pozycję do filmowania. Ustawiłem się na samym dziobie, skąd miałem doskonałą perspektywę dla ujęć filmowych. A te zwierzaki jakby to spostrzegły, bo natychmiast zaczęły wykonywać trójkami i dwójkami skoki ponad wodą. Tuż przed dziobem albo przy kadłubie wykonują bardzo zwinne i raptowne zwroty. Cała ta pływąjąca gromada bawi się między sobą i sprawia wrażenie jakby jeszcze nas do tych igraszek zapraszała. Ich idealne proporcje budowy, opływowy kształt i wielka gracja, z jaką poruszają się w pływaniu, zachwyca każdego. Nagle odwiedziny dobiegają końca, całe pływające towarzystwo oddala się.

Popołudniowa wachta. Płyniemy półwiatrem przy pełnym ożaglowaniu, kurs 080°, wiatr z kierunku S, prędkość jachtu 6 węzłów. Fale rozbudowują się, zmieniamy genuę na kuter-sztag żagiel. Wiatr jest znowu wyraźnie chłodniejszy, jestem zmuszony przyodziać coś cieplejszego.

Jako pasywny członek wachty, aktywnie lustruję otoczenie. Horyzont jest wolny od przeszkód, nie widać żadnych statków, błękit dookoła wygląda przyjaźnie. Z wodnych jednostek  spostrzegam jedynie przemykające na lewym trawersie małe stadko delfinów. Klaruję, trochę bezładnie pozostawione na nadbudówce, szoty i fały. Sprawdzam ściągacze napinające stalówki relingu.

Skipper przekazuje uwagi do nocnego żeglowania. Kurs należy utrzymywać w granicach od 075° do 080°, przy szkwałach nie przekraczać 115°. Jutro, przy spodziewanym zachodnim wietrze wykonamy zwrot przez rufę.

Dla rozgrzania wypijam gorącą herbatę. York proponuje następną sztufę rozgrzania, szklaneczkę bardzo dobrego czerwonego wina. Propozycja zostaje z zadowoleniem przyjęta. Resztę czasu wolnego poświęcam czytaniu oraz pisaniu.

 

Wieczorna wachta, 21:00-23:00. „Salt Whistle” wpada w rausz prędkości i osiąga 8,2 węzłów. Przecina fale jak przysłowiowa żyleta. Sterowanie sprawia znowu przyjemność, utrzymywanie igły kompasowej na wyznaczonym kursie wymaga intensywniejszej pracy kołem sterowym. Żeglujemy dobrym półwiatrem, żagle są prawidłowo strymowane, jacht utrzymuje się w silnym przechyle.

 

Etmal: 162 Mm, pozycja: 34°34' N, 037°00' W.

cdn.

© Copyright by Krzysztof Pallarz, 2009


[ powrót ] | [ góra ]