e-czytelnia™ Wydawnictwa „e media” = literatura w internecie

e-czytelnia ` e media` - Strona główna

wersja e-czytelni™ dla urządzeń mobilnych Przejdź do treści

Internetowa czytelnia dobrym miejscem na Twój debiut literacki

Facebook



Janusz Gembalski: „Fatum” — odcinek 17.

Komentarze» Wersja mobilna»

Fatum

– No, kurwa, wreszcie. Siedzę jak na szpilkach i czekam na twój telefon. Chyba nic ci się nie rzuciło na mózg i nie zacząłeś chodzić na wódkę albo na kurwy. Stary jest na polowaniu, jest sobota wieczór, mam chandrę i niewielkie wiadomości o Zuli. Masz natychmiast wsiadać w taksówkę i przyjeżdżać na Wolę. Jeszcze nic nie piłam i chociaż sobie przyrzekałam, że już nie będę, to czekam na ciebie z suchym pyskiem jak na zbawienie, gdyż przynajmniej jedną szklaneczkę muszę z tobą chlapnąć.

Nie zdążyłem jej już o nic zapytać ani cokolwiek powiedzieć, bo odłożyła słuchawkę. Byłem bardzo ciekawy, czego dowiedziała się na temat pobytu Zuli, więc przebrałem się i poszedłem na postój.

U Izy znowu nie działał dzwonek przy furtce, ale zobaczyłem jej twarz w małym okienku po prawej stronie od drzwi wejściowych. Kiedy mnie wpuściła do środka, swoim zwyczajem puściła wiązankę:

– Cholera, już od dwudziestu minut siedzę w sraczu przy okienku, żeby ci otworzyć i z nudów podglądam, jak się koty w krzakach pierdolą, bo znowu nie działa ten zasrany domofon, a moja suka szczeka tylko wtedy, gdy jest w ogrodzie.

Tym razem nie była w szlafroku, tylko w szarej garsonce z obcisłą spódniczką, odsłaniającą do połowy uda, a biała bluzka i wysokie szpilki uzupełniały elegancką całość. Opuchlizna już prawie zeszła, a drobne siniaki i zadrapania były mało widoczne pod umiejętnie zrobionym makijażem. Niestety pozostanie jej mała blizna nad łukiem brwiowym. Nie może jej zakryć malowaniem brwi, gdyż wtedy krecha tuszem musiałaby mieć ponad centymetr grubości. W tej chwili blizna była jeszcze mocno widoczna i w jednym miejscu miała wyraźny chociaż przypudrowany strup, ale jak się wygoi i zblednie, będzie nawet dodawała jej uroku.

Na stoliku czekał dzbanek z herbatą, talerz z drobnymi ciasteczkami i równo poukładane teczki z dokumentami.

– Nalej sobie herbaty i bierzmy się do roboty. Najpierw sprawa twoich książek, potem na tapecie mam Bacę, a następnie opowiem ci, czego dowiedziałam się o Zuli i jak zdobyłam te informacje.

Okazało się, że na książki jeszcze muszę trochę poczekać. Są już w Krakowie, ale przesłano je do archiwum w komendzie wojewódzkiej i teraz znowu trzeba załatwić sprawę przez sąd o ich wydanie. Niestety trzeba to przeprowadzić znowu przez sąd warszawski, ale nie mam się co martwić, gdyż załatwi to ten adwokat, który się tym zajmował na jej prośbę. Znając biurokratyczne procedury, może to trwać nawet pół roku. Sprawa już jest uruchomiona, a ja znowu musiałem podpisać mnóstwo papierków.

Po wyjściu z więzienia musiałem załatwić tymczasowe zameldowanie. Zula zaproponowała, żebym się zameldował u niej na Floriańskiej. Teraz ten pan mecenas, który tam mieszka, chce uregulować te sprawy i dzwonił do niej, żebym się w ciągu dwóch tygodni wymeldował. Oficjalnie nie mogę mieszkać na moim poddaszu, gdyż ten pokoik jest nielegalnie zagospodarowany ze strychu, a więc nie istnieje. Zalegalizowanie takiego pomieszczenia wymagałoby mnóstwo zachodu, projektów, zezwoleń, przydziału prądu, zgody na podłączenie się do kanalizacji itp.

Ponieważ i tak Kościelak chce kupić dom w Krakowie, gdzie mam zamieszkać, to nie będzie kłopotów z meldunkiem. Nie opłaca się czegokolwiek załatwiać z poddaszem, bo to będzie trwało o wiele dłużej. Dopóki nie będę zameldowany, nie wydadzą także moich książek z komendy, więc chyba jednak muszę się ożenić, aby zostać legalnym Krakusem.

Iza nie może mnie zameldować na pobyt czasowy u siebie ze względu na to, że musiałby się na to zgodzić jej mąż. Najlepiej by było, gdyby ciocia Wiktora zgodziła się na mój tymczasowy meldunek. Tym bardziej że na pewno wcześniej czy później SB zacznie obserwować niepewnego ideologicznie mieszkańca PRL-u i wyniucha, że zbyt często wchodzę do kamienicy na Placu Szczepańskim. Iza jest pewna, że w kartotece SB będę do końca życia i że zawsze będę inwigilowany.

Sprawa Bacy jest na dobrej drodze. Rewizja odbędzie się w Sądzie Wojewódzkim w Krakowie już za dwa tygodnie. Adwokat, który to prowadzi, dotarł już do wszystkich świadków tamtej bijatyki i o dziwo nikt nie żałuje tego nieboszczyka i wszyscy twierdzą, że wcześniej czy później i tak by go ktoś sprzątnął, bo ten przy każdej okazji wszczynał burdy i kilka razy był już karany. Był zakałą rodziny, nie był żonaty, miał tylko dwie siostry i matkę, które się do niego nie za bardzo przyznawały i nie mają do Bacy żadnych pretensji. Iza jest pewna, że sprawa będzie pozytywnie załatwiona, a Baca dosiedzi tylko do września i to już będzie zaliczone jako pełny wyrok.

Kiedy do niej zadzwonił pan mecenas z Floriańskiej w sprawie mojego zameldowania, powiedziała, że to nie jest sprawa na telefon i musi się z nim osobiście zobaczyć. Nie za bardzo chciał się na to zgodzić, ale w końcu umówili się u niego w domu. Iza koniecznie chciała wyciągnąć jakieś wiadomości o Zuli, co jej się częściowo udało.

Mecenas jako przedstawiciel starej krakowskiej inteligencji był super grzeczny i szarmancki, ale równocześnie nieprzejednany. Dopiero kiedy mimochodem wspomniała, że będzie zmuszona zasięgnąć o niej języka za pośrednictwem SB, pan mecenas lekko się wystraszył i częściowo zmiękł. Dopiero od niego dowiedziała się, o czym ja także nie wiedziałem, że zapobiegliwa Zula znała świetnie język francuski. Uczyła ją jeszcze stara Nana i posyłała ją na prywatne lekcje. Nana bardzo chciała i starała się o to, żeby jej młoda podopieczna nie została przypadkiem zwykłą prostytutką, ale aby była wśród nich prawdziwą damą. Kiedy stara zmarła, Zula dalej kształciła język chodząc na kursy organizowane przez Konsulat Francuski w Krakowie. W końcu zrobiła egzamin państwowy pierwszego stopnia z prawem nauczania języka. Równocześnie miała uprawnienia tłumacza przysięgłego. Tak więc Zula była na tyle inteligentna i przewidująca, że zapewniła sobie drugi zawód. Na wypadek, kiedy jej ciało już nie będzie atrakcyjne, aby dalej dobrze prosperować.

Mecenas bardzo prosił, żeby jej nie niepokoić i żeby nie mieszać w jej sprawy SB. Ona naprawdę osiadła w małym miasteczku, gdzie jej nikt nie zna, po to, aby całkowicie zmienić swój wizerunek i odciąć się od przeszłości. Ma sporo uzbieranej gotówki, aby spokojnie i skromnie żyć. Uczy w miejscowym liceum, gdzie nikt nie zna jej przeszłości i wokół niej rozeszła się fama, że jest wdową, która po śmierci męża – aby o wszystkim zapomnieć – wyprowadziła się z dużego miasta na prowincję. Pan mecenas wie, że daje także prywatne lekcje oraz zarejestrowała się w sądzie jako tłumacz przysięgły i już miała kilka zleceń.

Przypuszcza, że na pewno, jak jej się wszystko ułoży, odezwie się do Izy. Zula cały czas jest z mecenasem w kontakcie i na razie prosi go, by nie zdradzał jej miejsca pobytu.

Było już dobrze po północy i zacząłem się powoli zbierać do wyjścia. Iza kategorycznie stwierdziła, że zostaję u niej na noc, tym bardziej że jeszcze nie zdążyliśmy wypić żadnego drinka, z którym czekała do mojego przyjazdu. Prosiła mnie, żebym wyjął lód z zamrażalnika i zajął się barkiem, a sama wyszła na chwilę do łazienki.

Kiedy wróciła, wsypałem lód do szklaneczek i rozlałem wódkę, dodając do tego po parę kropli cytryny. Kiedy siadała naprzeciw na niskiej kanapie, podciągnęła na tyle wysoko krótką spódniczkę, że mimochodem zauważyłem, iż ma na sobie pończochy przypięte do delikatnego czerwonego paseczka, a czarny trójkącik włosów wskazywał, że jest bez majtek.

– Czy zawsze chodzisz bez majtek?

– Wyobraź sobie, że nie i przed chwilą właśnie je zdjęłam, gdyż chyba nie będą nam potrzebne.

Zdjęła górę od garsonki i lekko rozpięła bluzkę. Jej nabrzmiały biust sterczał prowokująco, tym bardziej że podtrzymywała go tylko delikatna czerwona bardotka.

– Tę bieliznę kupiłam dzisiaj w Peweksie specjalnie dla ciebie. Do kompletu są jeszcze majtki, które zostawiłam w łazience. Przed piciem powstrzymywała mnie tylko myśl, że kiedy przyjdziesz, to muszę być trzeźwa, aby było tak jak ostatnim razem. Ten jeden drink, to nic jak na moje możliwości. Majtki zdjęłam, bo byłam już tak wilgotna, że musiałam się podmyć.

Tym razem nie poszliśmy do sypialni. Iza miała na tyle fantazji, że do naszej orgietki wykorzystała prawie wszystkie meble w salonie, łącznie z pianinem. Poszliśmy spać nad ranem. W samo południe zjedliśmy śniadanie i pojechałem do siebie.

O dalszych losach bohaterów możesz przeczytać w książce wydanej przez Wydawnictwo „e media”: http://emedia-wydawnictwo.pl/ksiazka/Fatum

© Copyright by Janusz Gembalski, 2011



[ góra ]

e-czytelnia

[ powrót ] | [ góra ]

 


 


Na tej stronie wykorzystujemy ciasteczka (ang. cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystanie z naszego serwisu bez zmiany ustawień dotyczących cookies, umieszcza je w pamięci Twojego urządzenia. Więcej informacji na temat plików cookies znajdziesz pod adresem http://wszystkoociasteczkach.pl/ lub w sekcji „Pomoc” w menu przeglądarki internetowej.