e-czytelnia™ Wydawnictwa „e media” = literatura w internecie

e-czytelnia ` e media` - Strona główna

wersja e-czytelni™ dla urządzeń mobilnych Przejdź do treści

Internetowa czytelnia dobrym miejscem na Twój debiut literacki

Facebook



Krzysztof Pallarz: „Jak po prostu przeżeglowałem Atlantyk” — odcinek 8.

Komentarze» Wersja mobilna»

8 kwietnia, piątek, czwarty dzień na oceanie.

Nocna wachta od 03:00 do 05:00 zaczyna się nie najlepiej. Podczas poprzedniej wachty podarła się genua, płyniemy tylko na grocie. Skipper jest w złym nastroju. Natychmiast po objęciu wachty, lunęła ulewa jak z przysłowiowego cebra, ściana wody. Włączamy motor i tak płyniemy przez około dwie godziny.

 

 

O godz. 05:30 stawiamy ze skipperem żagiel kuter-sztag, motor wyłączamy. Dodatkowy żagiel przyspiesza „Salt Whistle”. Kuter-sztag jest znacznie mniejszy od genui i zamocowany jest na stensztagu przy pomocy raks.

Koniec służby, zmęczony schodzę pod pokład, kompletnie przemoczone odzienie zawieszam w toalecie, w specjalnie do tego celu przeznaczonym schowku. Śpię jak kamień. Budzę się o 08:00 rano, wstaję natychmiast, czuję się jednak nie najlepiej.

Unikam wykonywania czynności pod pokładem. Proszę o zwolnienie mnie z przygotowywania śniadania. Wychodzę szybko na pokład, przejmuję ster. Pomału wracam do siebie. Muszę zmienić dozowanie tabletek przeciw chorobie morskiej. Zamiast dwóch rano, powinienem brać jeden proszek po śniadaniu a drugi wieczorem. Zapobieżenie chorobie morskiej to wielka sprawa.

W jednym z czasopism „Yacht” przeczytałem bardzo interesujący i przełomowy artykuł austriackiego prof. dra Reinharta Jarischa o zadziwiająco prostych i skutecznych metodach zwalczania choroby morskiej.

I tak na przykład świnie nigdy nie cierpią na chorobę morską. Stwierdziła to już stara austriacka flota, która jako zapas żywności dla załogi zabierała na pokład żywe zwierzęta. Lwy, tygrysy i hieny również nie mają na morzu żadnych problemów z chorobą morską. Wymienione zwierzęta mają jedną wspólną cechę — mogą bez problemu zjadać zepsute mięso.

To doświadczenie było pierwszą wskazówką do znalezienia przyczyn i rozwoju choroby morskiej. Decydującą rolę odgrywa przy tym, jak się okazuje, histamina. Człowiek musiałby, przy tak dużej zawartości histaminy, śmiertelnie się zatruć. Natomiast zjadacze padliny, przy pomocy enzymu DAO, neutralizują śmiertelne działanie zatrucia, a odporność na chorobę morską jest przy tym dodatkowym, miłym efektem.

Znaczenie histaminy w lokomocyjnych chorobach, do których należy też choroba morska, było dotychczas niedoceniane. Mimo że na temat histaminy opublikowano około 2000 prac naukowych, brak jest jednak ciągle fundamentalnego elementarza dla tego fenomenu.

Historia choroby morskiej jest tak stara jak historia żeglugi morskiej. Przypadki choroby morskiej na okrętach wojennych były większym problemem niż okręty przeciwnika. W jednej z relacji z 1864 roku nadmienia się, że na austriackim okręcie liniowym „Kaiser” z 900 członkami załogi, z powodu choroby morskiej 800 marynarzy było wyłączonych ze służby.

Ta choroba może dotknąć każdego, oczywiście chorują na nią również zawodowi żeglarze. Dla przykładu, jedynie tylko jeden członek załogi jachtu „Illbruck”, zwycięzcy Volvo-Ocean-Race w 2002 roku, nie cierpiał na chorobę morską.

Stwierdzono, że małe dzieci, poniżej dwóch lat, a także ludzie w starszym wieku, nie tak często zapadają na chorobę morską. Chorobie tej ulegają częściej kobiety. Badania wykazują, że również kobiecy cykl ma istotne znaczenie na jej przebieg.

Przy chorobie morskiej bardzo ważną rolę odgrywają oczy, aparat ruchu oraz mózg. Znaczenie ludzkiego oka dowodzi już oglądanie trójwymiarowego filmu, w którym pozorowany ruch może spowodować mdłości. Innym dowodem jest reagowanie pasażerów w jadącym autobusie. Symptomy choroby u pasażerów siedzących przy oknie występują zdecydowanie rzadziej niż u pasażerów zajmujących miejsca wewnątrz, przy przejściu. Również w ratowniczych łodziach wysp wiertniczych albo w ratowniczych tratwach, w których brakuje bezpośredniego widoku na zewnątrz, bardzo często występują przypadki zachorowań.

Natomiast, jak wielu już doświadczyło, sternikowi na morzu albo kierowcy w aucie bardzo rzadko zdarzają się nudności. Ma to związek z tym, że sternik jest jedyną osobą na jachcie, która może rzeczywiście ocenić, dokąd pojazd się przemieszcza. Stanowi to zgodność między oczekiwanym i rzeczywistym ruchem, co przyczynia się do zmniejszenia podatności na morską dolegliwość.

System wizualny, jak jednak stwierdzono, ma tylko wtórne znaczenie dla występowania mdłości. Czego dowodem mogą być, dla przykładu, zachorowania niewidomych. Zdecydowanie ważniejszą rolę odgrywa tutaj aparat zmysłu równowagi. Ten, kto przy żeglowaniu przyjmie na śródokręciu stojącą pozycję w kierunku płynięcia oraz nogami równoważy ruch statku, może uniknąć zachorowania. Ludzie z niefunkcjonującym uchem wewnętrznym nie muszą tych środków podejmować, choroba morska ich nie dotyczy. Próby ze szczurami potwierdziły tę tezę. Jeżeli szczury podda się działaniu podwójnego przyspieszenia ziemskiego, pojawiają się u nich objawy choroby lokomocyjnej. Znamienne jest przy tym, że szczury zjadają dobrowolnie kaolin (ziemia porcelanowa), pokarm bez żadnych wartości odżywczych. Nie uczyniłyby tego, z pewnością, w normalnych warunkach. Natomiast u szczurów z uszkodzonym uchem wewnętrznym nie występują żadne objawy nudności, zwierzęta te nie dotykają też koalinu.

U osobników poddawanych zwiększonemu przyspieszeniu stwierdzono wzrost histaminy — wzrost ten jest mierzalny. W normalnych warunkach produkcję histaminy blokuje hamujący enzym, dzięki któremu zwierzęta nie okazują symptomów choroby. Podobne efekty stwierdzono również u kotów. Szczury po czterech godzinach obciążenia zwiększonym przyspieszeniem ziemskim, przyzwyczajają się do tego ruchu. Ich poziom histaminy obniża się. Z tego wynika, że organizm jest w stanie sam zredukować ten środek. Stwierdzono, że odbywa się to przy pomocy witaminy C, którą szczury, jako jedyny rodzaj zwierząt, są w stanie wyprodukować same.

Związek między histaminą, witaminą C oraz chorobą morską znajduje potwierdzenie również w historii żeglugi. Vasco da Gama w 1497 roku podczas opłynięcia Przylądka Horn ze 160-osobowej załogi, stracił przez szkorbut 100 marynarzy. Minęło kilka wieków zanim ustalono, że przyczyną szkorbutu jest brak witaminy C. Jej brak występuje szczególnie na morzu, gdzie sztorm i falowanie powodują duży stres, który doprowadza do zwiększonego wydzielania się histaminy u członków załogi. Do zredukowania histaminy organizm potrzebuje witaminę C, której niedostatek może doprowadzić w ekstremalnych warunkach do szkorbutu. Podczas badań laboratoryjnych stwierdzono, że przy wysokim dozowaniu witaminy C raptownie spada poziom histaminy. Niestety witamina C jest przez organizm, za pośrednictwem jelita, wolno przyswajalna. Najszybsze działanie medykamentu osiąga się przez dożylne wstrzyknięcie, co w warunkach żeglowania i przez zwykłych żeglarzy jest najczęściej nie do wykonania. Alternatywą strzykawki jest witamina C (500 mg) w tabletkach do ssania.

Działanie choroby morskiej można również istotnie ograniczyć przez odpowiednie odżywianie. Żeglarze spożywają często salami, twarde sery, tuńczyka z puszki, pomidory, czekoladę. Popijają czerwone albo białe wino, pragnienie gaszą piwem. Wszystkie te potrawy oraz napoje zawierają, niestety, mnóstwo histaminy i przyspieszają  tym samym wystąpienie choroby morskiej.

Wielu spodziewa się sukcesów w zapobieżeniu chorobie morskiej w dostępnych na rynku medykamentach. Najpowszechniejszymi lekarstwami są antyhistaminika. Środki, które zapobiegają działaniu histaminy albo je osłabiają. Najskuteczniejsze oddziaływanie wykazuje, dostępny na rynku niemieckim, Cinnarizin (dawny Stuttgaron). W ciągu wielu lat żeglowania Stuttgaron oraz Cinnarizin, jako bardzo efektywne środki, zostały przeze mnie oraz moich przyjaciół wypróbowane. Porównywalna skuteczność innych, alternatywnych metod leczenia i zapobiegania chorobie morskiej, jak produkty imbirowe, psychologiczny trening czy akupunkturowe opaski, nie została przez rozliczne naukowe studia potwierdzona. Efektywność tych preparatów i metod osiąga tylko 30-procentową skuteczność.

Istnieje jeszcze jeden środek, który jest bardzo skuteczny przeciwko chorobie morskiej, jest to zwykły sen! Sen pomaga w każdym przypadku. Skuteczność snu, jak się okazuje, pokrywa się z teorią histaminy. Podczas snu poziom histaminy spada do poziomu zerowego.

Jeżeli żadna z przedstawionych powyżej metod pokonania choroby morskiej nie pomoże, pozostaje pociecha, że nawet ryby w akwarium poddane ruchowi obrotowemu ulegają chorobie morskiej.

Dla podsumowania powyższego wywodu przytaczam pięć praktycznych punktów samopomocy w zwalczaniu choroby morskiej, które zostały zaproponowane przez prof. dra Reinharta Jarischa:

  1. Dieta. Przed i podczas rejsu należy zrezygnować z pożywienia z dużą zawartością histaminy. W ten sposób zapobiega się dodatkowemu przejęciu obcej histaminy przez organizm.
  2. Zachowanie się na pokładzie. Najlepsze miejsce do przebywania na statku to śródokręcie. Nie należy obracać samej głowy, lecz obracać się z całym korpusem. W ten sposób ogranicza się powstawanie własnej histaminy w mózgu.
  3. Lekarstwa. Tydzień przed rozpoczęciem rejsu należy rozpocząć zażywanie kapsułek cinnarizinu (75 mg), do dwóch dziennie. Lekarstwo to blokuje wiązania histaminy w mózgu. Pojawiające się objawy zmęczenia u niektórych osób przemijają po kilku dniach.
  4. Dawkowanie witamin. Dzienne zażycie przynajmniej dwóch gramów witaminy C może znacznie stłumić wystąpienie choroby morskiej. Przy wystąpieniu symptomów choroby należy dodatkowo zażywać witaminę C w formie 500 mg tabletek do ssania.
  5. Sen. Jeżeli nic więcej nie pomaga, z pewnością pomoże spanie. Przez sen poziom histaminy spada do zera.

Trochę o histaminie. Histamina jest zaliczana do biogennych amin, które powstają w żywności, w następstwie bakteriologicznego rozkładu aminokwasu histydyna. Histamina znajduje się przede wszystkim w lekko psujących się i bogatych w białko rybach oraz ich produktach, w niektórych rodzajach serów, w surowej kiełbasie i szynce, w kapuście kiszonej, w szpinaku i drożdżowych koncentratach, w winie oraz piwie.

W normalnych przypadkach, u zdrowych osób działają mechanizmy, które zapobiegają efektom toksycznym. Obojętne, czy środek ten został przyjęty z pożywieniem czy został wyprodukowany przez bakterie w jelicie. Sedno zwalczającego mechanizmu to istniejące w jelicie, w błonie śluzowej, enzymy, które neutralizują histaminę. Jednak zbyt duże jej ilości mogą przeciążyć funkcjonowanie systemu. Na przykład, alkoholowe napoje bardzo wzmacniają toksyczne działanie histaminy i doprowadzają do przeciążenia systemu neutralizującego. Wskutek czego mogą wystąpić braki powietrza, spadek ciśnienia krwi, zaczerwienienie skóry, pokrzywka ze swędzeniem, nudności, skurcze żołądka, wymioty, rozwolnienie, ból głowy. Histamina jest również ważnym środkiem zapalnym przy chorobach alergicznych, jak katar sienny i astma.

Bardzo dużo histaminy zawiera zepsute mięso. Jedzący padlinę przeżywają, dlatego że posiadają duże zasoby enzymów redukujących histaminę. Ten enzym nosi nazwę Diamonoxidase (DAO) i znajduje się również u ludzi w jelicie cienkim, w wątrobie i nerkach oraz w białych ciałkach krwi. Około 1% populacji ludzkiej cierpi na brak enzymu DAO, a przez to, wykazuje brak tolerancji histaminy, w tym 80% to kobiety. Częstymi objawami tego stanu są bóle głowy i rozwolnienia.

 

 

Wolny od choroby morskiej stoję przy sterze.

Atlantyk zaczyna pokazywać pazurki. Pojawia się bardzo silny wiatr oraz przelotne, intensywne opady deszczu. Fale stają się coraz większe, refujemy grota. Sterowanie wymaga dużego wysiłku oraz wzmożonej koncentracji. Mała nieuwaga przy pokonywaniu fali powoduje raptowne spadanie jachtu w dolinę między falami. Około 11 ton masy kadłuba uderza o wodę, powodując straszliwy łomot. Przebywanie w dziobowej części, pod pokładem, jest bardzo nieprzyjemne, a spanie w dziobowej kabinie staje się niemożliwe. „Biedni” Karl-Heinz oraz York muszą się zadowolić drzemką w salonie.

W ciężkiej walce z oceanem przemija cały dzień. W tych trudnych warunkach sam skipper sporządza obiad — makaron z gulaszem — bardzo smaczny, ale niestety przepieprzony.

Moje samopoczucie jest po prostu złe. Otuchy dodaje mi Karl-Heinz, pokładowa dobra dusza. Opowiada o swoich przygodach przy nurkowaniu. Tak więc, jest on nie tylko doborowym żeglarzem, ale także niezłym płetwonurkiem. Respekt, respekt!

Na szczęście, w nocy ustają opady deszczu, wiatr — nie tak gwałtowny — stabilizuje się, fale maleją, żeglowanie staje się znowu przyjemne. Wieczorna i nocna wachta przemijają bardzo szybko. Śpię bardzo dobrze.

 

Etmal: 129 Mn, pozycja: 20° 04’N, 59° 12’W.

cdn.

© Copyright by Krzysztof Pallarz, 2009



[ góra ]

e-czytelnia

[ powrót ] | [ góra ]

 


 


Na tej stronie wykorzystujemy ciasteczka (ang. cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystanie z naszego serwisu bez zmiany ustawień dotyczących cookies, umieszcza je w pamięci Twojego urządzenia. Więcej informacji na temat plików cookies znajdziesz pod adresem http://wszystkoociasteczkach.pl/ lub w sekcji „Pomoc” w menu przeglądarki internetowej.