e-czytelnia™ Wydawnictwa „e media” = literatura w internecie

e-czytelnia ` e media` - Strona główna

wersja e-czytelni™ dla urządzeń mobilnych Przejdź do treści

Internetowa czytelnia dobrym miejscem na Twój debiut literacki

Bookmark and Share

Facebook



Anna Stryjewska: z cyklu `Księżycowy ogród` — Czarnowłosa

Komentarze» Wersja mobilna»

Czarnowłosa

Właśnie zaczynało się lato, gdy brzegiem Wisły na północy kraju, wędrował sobie pewien ubogi, choć niezwykle utalentowany malarz o imieniu Stefan. Nie był tego dnia w najlepszym nastroju, bowiem już od dłuższego czasu nic nie namalował. Malowaniem zarabiał na życie, toteż martwił się, że w końcu przyjdzie mu głodować i klepać przysłowiową biedę.

Szedł sobie więc, rozglądał się bacznie dookoła, spoglądając jednocześnie na spokojną tego dnia, cicho i łagodnie płynącą rzekę.

Aż tu nagle usłyszał dźwięczny śmiech, który rozbudził w nim tęsknotę za rodzinną wioską, gdzie się wychował, spędził radosne dzieciństwo, zanim zdecydował się powędrować w świat. Jednocześnie zauważył grupkę młodych dziewcząt na brzegu zajętą praniem bielizny i wesołą rozmową. Wszystkie były piękne, ale jedna z nich: smukła, czarnowłosa z podniesionym dumnie czołem i zachwycającym spojrzeniem przykuła jego uwagę na dłużej. Wstrzymał oddech, brew mu się zmarszczyła, lewe oko zadrgało ( był to niewątpliwie znak twórczego natchnienia) i już zdejmował z pleców sztalugi, naciągał płótno, dorabiał farby i szykował pędzle, które długi czas tkwiły bezczynnie w głębokiej kieszeni znoszonego kaftana. Kilka maźnięć i już powstawał jakiś zarys, owal twarzy, łuk szyi przychodzący w łagodną linię pleców. Dziewczyny były tak zajęte pracą i rozmową, że nawet nie zauważyły natchnionego artysty. Spostrzegły go dopiero po kilku godzinach, gdy po skończeniu prania zaczęły układać bieliznę w koszach. Rozśpiewane i roześmiane podbiegły do strapionego malarza, chcąc mu przeszkodzić w pracy. Dopiero, gdy zobaczyły świeży, prawie skończony portret, umilkły ze zdumienia.

– Czarnowłosa! To przecież ty! – zawołały niemal jednocześnie – Jaki piękny!

– Ja też chcę! Ja też! – przekrzykiwały się nawzajem, tylko dziewczyna, której niezwykłe odbicie uwiecznił artysta milczała rumieniąc się ze zmieszania.

– Skończone! – powiedział w końcu Stefan zadowolony, zdejmując delikatnie płótno i zabezpieczając je przed dalszą podróżą.

Zapewne wrócę tu jeszcze! A wtedy namaluję was wszystkie. Teraz muszę powędrować dalej, bo niebawem skończą się moje oszczędności.

A nie ma nic gorszego dla malarza, gdy brakuje mu na farby i płótna. A więc cóż? Trzeba ruszać w drogę! – dodał i powędrował dalej w poszukiwaniu szczęścia i natchnienia.

 

 

Kilka miesięcy później w Gdańsku odbywał się jak co roku słynny jarmark. Zjeżdżali się tam kupcy, rzemieślnicy, artyści i drobni wyrobnicy z całego kraju.

Swoje obrazy wystawił do sprzedaży nasz Stefan, z nadzieją, że uda mu się zarobić na przeżycie następnej zimy.

 

Na ten sam jarmark przybył również młody Książe Gustaw ze swoją doborową świtą. Poszukiwał prezentu dla narzeczonej, która kilka dni wcześniej zjechała do jego rodzinnej rezydencji w gościnę. Miał to być drobiazg, ale bardzo oryginalny, może biżuteria ze srebra i bursztynu, może jakiś niepowtarzalny przedmiot, byleby mógł zachwycić swą wyjątkowością wytrawne oko kobiety, którą rodzice wyznaczyli mu na przyszłą żonę. Trudno mu było jednak podjąć decyzję, gdy wokół roiło się od kolorowych błyskotek, więc Książe szybko się zniechęcił. Właśnie wracał z pustymi rękoma, gdy uwagę jego przykuł portret nieznajomej dziewczyny. Była nią nikt inny, tylko Czarnowłosa. Przyglądał się chwilę zamyślonym, przepastnym oczom, szczególnie pięknym rysom twarzy i serce mu rosło z zachwytu. Zastanawiał się chwilę, po czym machnął ręką i poszedł dalej. Ale elektryzujące spojrzenie tej zjawiskowej nieznajomej tak bardzo wyryło się w jego pamięci, że postanowił wrócić i zakupić obraz.

 – Kim ona jest? – zapytał malarza.

 – Czarnowłosa – tak ją nazywają – odparł nasz artysta i opowiedział Księciu o swej krótkiej znajomości z dziewczyną.

 – A więc ona nie jest księżniczką? – zdziwił się Gustaw, po czym wyciągnął z sakwy 10 złotych dukatów i wręczył malarzowi.

Ucieszył się Stefan, bo jeszcze nikt nigdy nie zapłacił mu takiej sumy za obraz, choć jednocześnie zmartwił, ponieważ musiał się rozstać z pracą, do której miał szczególną słabość. Ale trudno! W takim razie powinien jeszcze kiedyś wrócić nad Wisłę, do miejsca gdzie spotkał tę wyjątkowo piękną dziewczynę i namalować kolejny raz jej portret! I nie tylko jej. W końcu to obiecał. Uśmiechnął się na tę myśl sam do siebie, jeszcze raz obejrzał złote dukaty zanim zdecydował się je schować do przepastnej kieszeni kaftana.

Tymczasem obraz znalazł się w posiadaniu Księcia, który zapragnął z całego serca odnaleźć tę dziewczynę. A im dłużej cieszył się jego posiadaniem, tym bardziej pragnął ją zobaczyć. Z takim właśnie postanowieniem wrócił do domu. Ale plotki o nagłym zauroczeniu rozeszły się po pałacu tak szybko, że wkrótce mówiono o tym wszędzie, bo nawet w kuchni i stajniach. Każdy ciekaw był tej dziewczyny, jej wyjątkowej urody, nic więc dziwnego, że powstała pogłoska o tym jak to niezwykle piękna czarownica uwiodła Gustawa jednym tylko spojrzeniem.

Najgorsze, że informacja ta dotarła do narzeczonej księcia – księżniczki Celiny, która nie tylko była wściekła o to, że nie otrzymała prezentu jakiego się spodziewała, ale dodatkowo jej pozycja w pałacu uległa zagrożeniu. Była to bardzo zła i przebiegła kobieta, nic więc dziwnego, że postanowiła jak najszybciej pozbyć się rywalki.

Właśnie w tym celu podstępnie wykradła obraz z sypialni księcia, po czym znalazła malarza, któremu udało się go skopiować. Oczywiście kopia w niczym nie dorównywała oryginałowi, ale przecież nie o to chodziło Celinie. Następnie wynajęła dwóch złoczyńców, którym za solidną zapłatę zleciła odnalezienie i zabicie piękności z portretu. Jako dowód zobowiązali się jej dostarczyć warkocz, który miał zostać ścięty, zanim dziewczyna zginie.

Tak też się stało. Jakiś czas później dotarli do miasta, gdzie Czarnowłosą odnaleźli bez większego trudu. Była córką zaginionego przed laty bogatego kupca, mieszkała obecnie z mamą w skromnej chatce na brzegu rzeki i wspólnie utrzymywały dom zarabiając na życie jako praczki. Poza tym słynęła w okolicy z niespotykanej urody i wielkiego serca.

 Pewnego popołudnia, gdy dziewczyna w samotności kończyła pranie, napadli na nią, skrępowali sznurem, po czym zaskoczoną i przerażoną wrzucili do rwącej wody. Byli to bardzo źli ludzie – tacy, dla których życie ludzkie nie przedstawiało żadnej wartości. Wcześniej nie zapomnieli o tym, by ściąć jej przepiękny, długi warkocz, który miał stanowić główny dowód i podstawę zapłaty za dobrze wykonane zlecenie. Zadowoleni z siebie wrócili do pałacu, gdzie niecierpliwie czekała na nich okrutna Celina.

Nurt rzeczny z ogromną siłą porwał w dół Czarnowłosą. Na szczęście zaczepiła się o wystające korzenie drzew, i wtedy jakimś cudem udało jej się oswobodzić ręce, dzięki czemu nie utonęła. Umiała pływać. Wychowała się przecież nad wodą, a już jako małe dziecko pląsała w rzece bez lęku i obaw. Teraz jednak wystraszyła się nie na żarty. A jeśli oprawcy wrócą? I co wtedy? Kto wydał na nią wyrok? Nie zrobiła przecież nikomu nic złego.

Postanowiła więc przeprawić się na drugą stronę rzeki, aby tam poszukać schronienia i ratunku dla siebie. Wydawało jej się, że brzeg jest niedaleko, ale już gdzieś w połowie drogi siły zaczęły jej odmawiać posłuszeństwa. Wokół było ciemno, księżyc odbijał się w wodzie, gdy wtem zobaczyła nad głową cień nadpływającej łodzi. Ciężkie, drewniane wiosło opadło na nią z całym impetem, zanim poczuła ból i straciła przytomność.

 

Tymczasem do miasta przyjechał Książe Gustaw ze swą świtą. W najgorszych snach nie spodziewał się takiego rozwoju wypadków. Kiedy już podjął pierwszy ślad, kiedy wydawało mu się, że odnalazł ukochaną, kiedy stanął szczęśliwy pod drzwiami jej skromnego domu, zastał tam pogrążoną w żałobie matkę.

Otóż, okazało się, że zaledwie kilka dni wcześniej rzeka wyrzuciła na brzeg koszulę zaginionej dziewczyny, znaleziono również porzucone pranie. Uznano ją więc za zmarłą. Miasto wrzało, ludzie rozprawiali głośno o tym, jak mogło do tego dojść.

– Takie dobre dziecko – mówili ze smutkiem – Taka piękna dziewczyna...

Kilka dni później wyprawiono Czarnowłosej symboliczny pogrzeb, na który zeszły się tłumy ciekawskich. I wszyscy płakali i żałowali dziewczyny, ale najbardziej matki, która została teraz sama na świecie bez swojej ukochanej jedynaczki.

Zrozpaczony Książe Gustaw wrócił do pałacu, gdzie w ogrodzie kazał wybudować kaplicę. Umieścił w niej portret Czarnowłosej, a każdego dnia zrywał świeże kwiaty i godzinami opłakiwał w samotności jej śmierć. Rodzice ponaglali go jednak do ślubu, więc w końcu ożenił się z Celiną, która wciąż była jednak zazdrosna o dziewczynę z portretu.

 

 

Ale Czarnowłosa jak już wiemy nie umarła. Następnego dnia rankiem obudziła się we wnętrzu drewnianej chatki, w której szpary były na wylot i wlewało się przez nie strumieniem ciepłe, jasne światło dnia. Izdebka, gdzie się znalazła była nędzna wyposażona jedynie w koślawy stół i dwa stołki. Pod ścianą stał stary kredens, na którym piętrzyły się słoiki i butelki wypełnione złotym płynem. Zaciekawiona wstała z łóżka, by z bliska przyjrzeć się bursztynowej zawartości. Jeden słoik był otwarty, więc zanurzyła w nim koniec palca, po czym oblizała go ze smakiem.

–Ależ to miód!– powiedziała sama do siebie.

W jednej chwili poczuła się rześka jak motyl, wybiegła z izdebki, gdzie zaskoczył ją jasny dzień i grzejące mocno w plecy słońce. Przed nią roztaczał się przepiękny widok na kwitnący biało-różowym kwieciem owocowy ogród oblężony przez ogromne roje pszczół. Było tak pięknie, że na moment zapomniała o sobie. Wkrótce zorientowała się, że za drewnianym płotem dzielącym sad znajduje się licząca sobie dziesiątki, a nawet setki uli pasieka. Jeden ul przypominał prawdziwy domek: miał dach, komin, okienka, drzwi, a nawet balkon. Zaciekawiona podeszła bliżej i zajrzała do środka. Ujrzała Królową pszczół siedzącą na tronie i uwijające się wokół niej robotnice. Cóż to był za wspaniały widok? Przyglądała się ze zdumieniem pracy tysięcy owadów jakże zorganizowanej i niezwykłej. Nagle okrążył ją rój strażniczek z wymierzonymi w nią żądłami, wściekłych o to, że ktoś śmiał zakłócać ich harmonie i spokój. Rzuciły się na nią i niechybnie zostałaby pokąsana na śmierć, gdyby nie to, że ktoś im w tym zamiarze przeszkodził. Zbite w jedną, ogromną kulę, wystrzeliły wysoko w górę i zamilkły. Ujrzała przed sobą starca z białą brodą do kolan, który wymachiwał przed sobą sękatym kijem czyniąc w powietrzu dziwne znaki. Pszczoły opadły na jego ramiona, obsiadły mu także kark, plecy i wielki, perkaty nos. Starzec nawet nie drgnął, uśmiechał się tylko wypowiadając cicho niezrozumiałe dla dziewczyny słowa.

– Nic ci nie zrobiły te stare złośnice? – wreszcie zwrócił się z pytaniem do Czarnowłosej.

– Nie zdążyły, dziękuję... nie wiem co by się stało, gdyby pan w porę nie przyszedł...

– One tylko tak strasznie wyglądają, ale w rezultacie to miłe i bardzo interesujące stworzenia. Sama się wkrótce o tym przekonasz drogie dziecko! Jak się czujesz? Głowa już nie boli?

– Nie, nie boli. Czuję się świetnie! To Pan? – zawołała zdumiona. – Pan jest tym słynnym Wasylem?

– Tak, to ja – odparł starzec – Wasyl we własnej osobie! –zaśmiał się.

Tyle niesamowitych rzeczy słyszała o tym człowieku. Po drugiej stronie rzeki krążyły o nim legendy. Mówiono o tym, że pszczoły go słuchają, że miód pitny który wyrabia ma szczególną moc. Potrafi wyleczyć z najcięższej choroby, postawić na nogi, ale tylko tego, kto naprawdę tej pomocy potrzebuje.

Czarnowłosa przekonała się wkrótce, że tkwiło wiele prawdy w tych opowieściach. Nie było dnia, by do Wasyla ktoś się nie dobijał i nie prosił o życiodajny miód. Starzec nigdy nie odmawiał pomocy, przyjmował też datki w postaci pieniędzy i żywności, dzięki czemu głód był im nie straszny. Czarnowłosa została u Wasyla, zajmowała się prowadzeniem domu, asystowała mu w zbieraniu kitu pszczelego jak również odnosiła przygotowane przez niego zamówienia miodu. Zaprzyjaźniła się z mieszkańcami uli i już nie bała się ich groźnych, śmiercionośnych żądeł. Nawet więcej – pszczoły pokochały ją tak samo jak Wasyla.

Wkrótce cała okolica dowiedziała się o pięknej asystentce pszczelarza. O jej wyjątkowej urodzie szeptano tu i tam, dlatego niejedna osoba chciała ją zobaczyć i zaspokoić swoją ciekawość. Czarnowłosa tęskniła tymczasem za mamą, za rodzinnym domem, za znajomymi, ale wciąż bała się powrotu. Mijały miesiące i lata.

 Pewnego dnia do małej chatki Wasyla przybył książęcy posłaniec. Dziwnie wyglądał ten gość w nędznych progach owego domku. Ale wkrótce wyjaśniło się w jakim celu się zjawił. Otóż jego pani, Księżna Celina, zaniemogła. Wszystkie możliwe dotąd sposoby zawiodły i nadzieja pozostała w życiodajnym miodzie.

Ale traf chciał, że akurat skończyły się bieżące zapasy. Nie mógł więc Wasyl podarować posłańcowi buteleczki z cudowną zawartością, ale obiecał, że następnego dnia wyśle do pałacu swoją oddaną asystentkę. Tak też się stało. Nazajutrz, wczesnym świtem wręczył Czarnowłosej butelkę owiniętą kawałkiem płótna, potem drewnianą łodzią przeprawili się na drugi brzeg Wisły.

– Stąd to już tylko pięć godzin drogi. Tylko uważaj na siebie! Będę tu na ciebie czekał! Nie mam już siły, by iść z tobą! Na wszelki wypadek kilka pszczół będzie ci towarzyszyło! – dodał i uścisnął na pożegnanie.

Dziwny smutek go ogarnął, gdy odprowadzał dziewczynę wzrokiem. Pokochał ją jak córkę i nie zniósłby myśli, gdyby coś jej się stało.

Tymczasem Czarnowłosa udała się do pałacu, gdzie już niecierpliwie jej wyczekiwano. Onieśmieloną bogactwem i przepychem tego miejsca dziewczynę zaprowadzono wprost do książęcej sypialni. Panował tam półmrok. Na wielkim łożu zasłoniętym aksamitnym baldachimem leżała blada, umierająca kobieta.

Czarnowłosa ukłoniła się najpierw, po czym zbliżyła się do łoża i wyciągnęła dłoń, w której ściskała buteleczkę z życiodajnym miodem Wasyla.

I nagle stała się rzecz straszna. Księżna zerwała się z poduch i zaczęła wrzeszczeć na całe gardło:

– Morderczyni! Chciała mnie otruć! To czarownica! Straże, pojmać ją!

I zanim dziewczyna zorientowała się o co chodzi, stała już związana, a kilku uzbrojonych mężczyzn zagrodziło jej drogę jakiejkolwiek ucieczki. Zapędzono ją do lochu, zamknięto w zimnej, ciemnej celi, gdzie kazano czekać na wyrok. Towarzyszki-pszczoły krążyły nad jej głową nie wiedząc jak jej pomóc.

– Zawiadomcie Wasyla moje miłe! – zwróciła się do nich z prośbą. – W nim jedyna nadzieja!

W kilka godzin później dowiedziała się od strażnika, że w sypialni księżnej znaleziono truciznę, co oznaczało, że są to niepodważalne dowody oskarżające ją o zamach na księżną, za co groziła kara śmierci przez powieszenie. Wykonanie wyroku miało się odbyć następnego dnia.

Z samego rana wyprowadzono niewinną dziewczynę na główny plac w sercu miasta, gdzie już stała gotowa szubienica. Tłum ciekawskich ludzi zebrał się, by obejrzeć widowisko. Przybyła też księżna Celina – nagle cudownie uzdrowiona, która chciała dopilnować, by sprawiedliwości stało się zadośćuczynienie. Wyrok został odczytany głośno, pośpiesznie, po czym kat ruszył by wykonać swoją powinność.

Wtem niebo pociemniało, słońce zasłoniła ogromna, brzęcząca chmura rozszalałych pszczół, które wraz z Wasylem przybyły, by ratować Czarnowłosą. Wszyscy jak jeden rzucili się do ucieczki, a oszalały z przerażenia tłum rozbiegł się do swych domów. Umilkły żałobne werble, zerwała się też księżna Celina szukając schronienia w murach pałacu. Plac opustoszał.

 

Tymczasem Książe Gustaw uczestniczył w ćwiczeniach wojskowych poza obrębem miasta. Miał w planach powrót za kilka dni, ale gdy ujrzał na niebie czarną, brzęczącą chmurę, zdecydował się nie zwlekając ani chwili dłużej na powrót do pałacu. Dziwny niepokój go ogarnął, bo odniósł wrażenie jakby ktoś dawał mu znaki. Już z daleka usłyszał żałobne werble, dzikie krzyki, które zaniepokoiły go na dobre.

Kiedy dotarł do serca miasta, ujrzał pusty plac i pobojowisko jakie pozostawili po sobie przerażeni ludzie szukający schronienia przed atakiem pszczół. Pod szubienicą stała natomiast piękna, czarnowłosa dziewczyna, a jakiś starzec próbował oswobodzić ją z więzów.

– Panie, to dziecko jest niewinne! – krzyknął na widok zbliżającej się książęcej gwardii na koniach. – Sprawiedliwości, Panie!

Książe Gustaw jeszcze nie dowierzał oczom, zeskoczył z konia i zbliżył się do tych dwojga.

– To ty Pani? – zawołał – Ty żyjesz?

Czarnowłosa nie wiedziała co odpowiedzieć, ale kiedy Książe zaprowadził ją do kaplicy, w której nadal wisiał jej portret namalowany przez wędrownego malarza, a następnie opowiedział w jaki sposób stał się jego właścicielem, zaczęła domyślać się powodów, przez które dwa razy omal nie straciła życia.

I w taki oto sposób prawda – krok po kroku – wyszła na jaw i Książe dowiedział się jaką złą i okrutną kobietą była jego żona. Zostaa postawiona przed sądem. Po przeszukaniu jej sypialni znaleziono dowód winy w postaci czarnego warkocza.

Okazało się bowiem, że kiedy zaczęły krążyć słuchy o pięknej asystentce pszczelarza znad rzeki, Celina od razu domyśliła się kim ona jest. Ze strachu, że może dojść do spotkania pięknej dziewczyny i księcia, a co gorsza, do ujawnienia prawdy, postanowiła drugi raz pozbyć się rywalki. Tym razem wymyśliła chytry plan i osobiście dopilnowała, aby doszedł do skutku. Jej choroba była więc jedynie pretekstem do zwabienia Czarnowłosej i oskarżenia o zamach na jej życie. A to wystarczyło, żeby się pozbyć dziewczyny raz na zawsze. Wykorzystała w tym celu kilkudniową nieobecność męża. Musiała się jednak spieszyć, by zdążyć przed jego powrotem.

Ale na szczęście plan się nie powiódł dzięki pszczołom.

Celina została wygnana z kraju, zaś Książe Gustaw oświadczył się Czarnowłosej. Oświadczyny zostały przyjęte.

Malarz Stefan stał się dzięki tym wydarzeniom znanym, docenianym artystą i już nie musiał wędrować z miasta do miasta. Jego sława wędrowała za niego, zamówienia spływały jedno za drugim, więc na brak pracy nie narzekał.

Bo musicie wiedzieć, że właśnie praca uszlachetnia człowieka.

Wiedziało tym także Wasyl, który wrócił do swoich pszczół i do swojej pasieki.

Jednak Czarnowłosa tak tęskniła za nim, że kazała przenieść pasiekę do pałacowych ogrodów. Dzięki temu mogła asystować – jak dawniej – przy wyrobie miodu. Sprowadziła do pałacu również uradowaną i szczęśliwą mamę.

Z czasem portret przeniesiono do komnat pałacu, gdzie był podziwiany przez odwiedzających go gości. Podobno wisi tam do dziś, a uroda Czarnowłosej wciąż zachwyca oglądających i nigdy nie przemija.

© Copyright by Anna Stryjewska and Wydawnictwo „e media”, 2008



[ góra ]

Komentarze

Społeczność e-czytelni na Facebooku

Rekomendacje

e-czytelnia

[ powrót ] | [ góra ]

 


 


Na tej stronie wykorzystujemy ciasteczka (ang. cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystanie z naszego serwisu bez zmiany ustawień dotyczących cookies, umieszcza je w pamięci Twojego urządzenia. Więcej informacji na temat plików cookies znajdziesz pod adresem http://wszystkoociasteczkach.pl/ lub w sekcji „Pomoc” w menu przeglądarki internetowej.